fbpx

Maluch na językach. Czy to szkodzi? Rozmowa z dr Agnieszką Szplit

Maluch na językach - czy to szkodzi?

Ogromnie cieszę się, że zaglądasz do projektu #maluchnajęzykach.
Poniżej znajdziesz ostatni maluchowy wywiad w edycji Jesień 2019. Zapraszam cię serdecznie do lektury rozmowy z dr Agnieszką Szplit o tym, czy nauka języków obcych od najmłodszych lat szkodzi dzieciom.

Dr Agnieszka Szplit jest doktorem nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki oraz filologiem angielskim. Pracuje jako adiunkt na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach i prowadzi zajęcia z metodyki nauczania języka angielskiego w klasach 1-3 i przedszkolu. Autorka wielu publikacji metodycznych i naukowych, m. in. książki Efektywnie i atrakcyjnie czyli o przedszkolnym i wczesnoszkolnym nauczaniu języka angielskiego (którą polecam każdemu nauczycielowi języków obcych w młodszych grupach wiekowych!).


 

Czy kontakt z językiem obcych w wieku kilku lat szkodzi dziecku?

Czy szkodzi? Nie, na pewno nie. Może pomóc. Nawet jeśli sam język angielski nie utrwali się w pamięci maluchów to jest wiele innych korzyści z udziału w zajęciach językowych. Język obcy to powiększenie liczby bodźców, które pobudzają dzieciaki do rozwoju. To trening pamięci, bo dzieci zapamiętują nowe słowa i wyrażenia. Kontakt z obcym językiem to także zbliżenie do świata innych ludzi, rozwijanie świadomości istnienia innych kultur i narodowości, nauka tolerancji. 

Kontakt z językiem obcym przynosi wiele korzyści - dajemy dziecku szansę na sukces. Ale czy ten sukces jest pewny? Niestety nie, bo na naukę ma wpływ wiele różnorodnych czynników. Są osoby, które lepiej uczą się, kiedy świadomie wykorzystują swoje logiczne myślenie i strategie uczenia się. Dzieci tego nie robią, bo nawet takie strategie jeszcze nie ukształtowały się. Dlatego jeśli porównany tempo uczenia się języka dzieci starszych i młodszych to okazuje się nawet, że to właśnie starsze szybciej się go uczą. 

Czy to znaczy, że szkoda czasu? Nie. Moim zdaniem są i dodatkowe atuty w pracy z maluchami. 

Po pierwsze mamy wtedy jeszcze czas na zabawę. Mamy czas, nie spieszymy się, bo nie ma przed nami widma testów czy egzaminów. Każda zabawa jest cenna w rozwoju dziecka, a zajęcia z języka obcego to przecież głownie zabawa. Można nawet wykorzystać kurs językowy jako wstęp do przedszkola. Dla dzieci nieśmiałych i niepewnych siebie pozostanie bez rodziców na lekcji języka to trening odwagi i samodzielności, powolne i systematyczne przyzwyczajanie się do braku rodziców i udziału w zajęciach grupowych. 

A zabawa, poza widocznymi efektami naukowymi, daje maluchom coś jeszcze. Poczucie radości. To przekłada się na „lubienie” angielskiego. A to z kolei już najlepsza droga, aby starsze dzieci były bardziej zmotywowane do nauki. Chętniejsze dzieci więcej się nauczą, bo o tym, że motywacja jest jednym z najważniejszych czynników ułatwiających naukę nie trzeba przypominać. 

Po drugie, nauka angielskiego jest wtedy prawdziwie holistyczna, całościowa. Do tego w pedagogice małego dziecka dążymy - aby jego rozwój był całościowy. Dbajmy o rozwój wielokierunkowy, emocjonalny i umysłowy, korzystamy z wewnętrznej kreatywności dzieci i ich ciekawości świata. Włączamy prace plastyczne i muzykę do nauczania języka obcego. Zapewniamy maluchom dużo ruchu i gimnastyki. Pobudzamy wszystkie zmysły. 

Nauka angielskiego od malucha to szansa na sukces. Ale nie jego gwarancja. W toku nauki wydarzy się jeszcze wiele sytuacji, które zmieniają tę szansę – zapewniają sukces lub przyczyniają się do jego brak. Nawet już w tym wczesnym okresie życia jest kilka czynników, które mogą dodatkowo pomóc maluchom w nauce - regularny kontakt z językiem obcym, np. poprzez wyjazdy rodziców, oglądanie bajek w wersji oryginalnej czy zabawy z rodzicami w domu prowadzone po angielsku. 

Wiadomo jednak, że wielu rodziców nie ma na to czasu, czasami i znajomości języka, aby dzieci uczyć w domu. I wtedy już jedyną okazją jest nauka w przedszkolu czy na zajęciach dodatkowych. Daje ona równiejsze szanse dzieciom, które nie mają wsparcia filologicznego w domu. 

Dlaczego tak wielu rodziców może obawiać się posyłania bardzo małych dzieci na zajęcia języka obcego?

Te obawy wynikają zapewne z wielu przyczyn.

Po pierwsze wielu rodziców ma w pamięci obrazy ze swoich czasów, kiedy sami uczyli się języków obcych. Rodzice sądzą, że lekcje są podobne do tych, które wspominają. A jeśli zorganizowalibyśmy takie lekcje dla ich dzieci, to te z pewnością niewiele by się nauczyły. Kiedyś naukę rozpoczynali znacznie starsi uczniowie i ten obraz, który jest przechowywany w pamięci rodziców może bardzo namieszać.

Po drugie, rodzice często nie potrafią ocenić rzeczywiście tego czy dziecko czegoś się nauczy, czy nie. Dobrze byłoby, aby każdy nauczyciel pracujący z maluchami wyjaśnił na czym polega proces nauczania angielskiego w grupach maluchów i jakie zachowania dzieci świadczą o znajomości języka. Pamiętajmy też o okresie, w którym dzieci nic nie mówią (Silent period). Jeśli dziecko jest w tym okresie to dopytywanie się rodziców o jakieś słówko tylko ich utwierdzi, że dziecko niczego się nie uczy. 

I słynne kolorowanki! Ile to razy słyszałam/czytałam komentarze rodziców, że na angielskim nic dzieci nie robią tylko kolorują obrazki. A czy rozmowa po angielsku przez nauczyciela prowadzona z dzieckiem nad kolorowanką i na jej temat to nic? 

Dobrze zorganizowany proces nauczania angielskiego wśród maluchów jest bardzo efektywny, ale nie ma wyraźnych, obserwowalnych jego efektów. Rodzice nie widzą efektów pracy, ponieważ nie umieją ich zaobserwować! Myślą o komunikacji, tworzeniu zdań, kreacji języka. I stąd pokutująca opinia, że maluchy niczego się nie uczą. To także podsyca te obawy.

Poza tym wszystko zależy od tego czy zajęcia są dobrze prowadzone i jaka jest efektywność tych zajęć, jak dużo dzieci rzeczywiści się nauczą. Nieprawdopodobnie ważne jest bowiem, aby ta nauka była dobrze zorganizowana. Ostatnio pojawiają się liczne kursy angielskiego w przedszkolach, które mogą być prowadzone przez każdego nauczyciela, nawet nieznającego angielskiego. To jest nieprawdopodobna klęska edukacyjna! Jeśli nauczyciel ucząc dzieci równocześnie się z nimi uczy to za chwilkę będzie gorszy od własnych uczniów. Jeśli np. nie ma talentu i nie złapie poprawnej wymowy. A dzieci złapią? 

To kursy typu włącz płytę i lekcja sama się zrobi. A gdzie pomoc nauczyciela, to o czym mówimy w pedagogice jako o wspomaganiu rozwoju ucznia, scaffoldingu? Wyobraźmy sobie taką wizytę u lekarza. Pacjent przychodzi i wybiera płytę numer XYZ. Sam sobie ją włącza, bo przecież wie na co jest chory i jak się wyleczyć. Po odsłuchaniu instrukcji sam sobie wybiera tabletki. Miło, szybko i przyjemnie. No i oczywiście tanio! Podoba się nam? Nie! Bo chcemy kompetentnych lekarzy, indywidualnego rozpatrywania przypadków.

A w przedszkolu zgadzamy się na nauczycieli angielskiego, którzy nie mają ani uprawnień, ani umiejętności do jego nauczania? Mamy niestety wiele już takich właśnie kursów angielskiego, które prowadzą nauczyciele nie znający angielskiego w ogóle. Pełna kompetencja i światowy poziom nauczania! To oczywista kpina! Jeszcze niedawno w pedagogice prowadziliśmy dyskusje czy nauczanie jest rzemiosłem czy sztuką. A teraz? Jak widzę nauczyciel angielskiego w przedszkolu nie musi być nawet dobrym rzemieślnikiem. 

Taki kurs angielskiego prowadzony przez nie-anglistę podsyca nie tylko obawy rodziców, ale i moje. 

Jakie są najbardziej podstawowe korzyści płynące z kontaktu z językiem w tak młodym wieku?

Zastanawiając się nad korzyściami wczesnego startu edukacji w języku obcym odnosimy się zwykle do tzw. hipotezy wieku krytycznego, która zakłada, że po uzyskaniu określonego wieku człowiek nie może nabyć języka obcego na wysokim poziomie lub słabiej się go nauczy. Znajdziemy wiele przypadków potwierdzających taką sytuacje jak i wiele, które jej zaprzeczają. 

Analizując jednak korzyści z kontaktu z językiem obcym zwracam uwagę głównie na rozwój poprawnej wymowy. Małe dzieci mają większą plastyczność organów mowy i z dużą łatwością wyprodukują każdy dźwięk, z którym się stykają. Dlatego warto zacząć nauczanie języka od maluchów, bowiem te właśnie najsprawniej nauczą się dźwięków mowy angielskiej. Później, kiedy plastyczność organów mowy się zmniejsza jest to już trudniejsze. Co oczywiście nie oznacza, że starsze dziecko lub dorosły na pewno nie nauczy się języka obcego. To oznacza jedynie, że niektórym osobom będzie trudniej nabyć taką wymowę jaką mają osoby posługujące się angielskim jako ojczystym. 

Małe dzieci są biologicznie „nastawione”, „zaprogramowane ” na rozwój i uczenie się. Warto więc dostarczać im możliwości zaspokojenia ciekawości, potrzeby kontaktu z innymi ludźmi, poznawania świata i języka. Dzieci podchodzą do języka praktycznie, użytkowo. Posługują się nim, jeśli mają potrzebę komunikowania się. A taką potrzebę wzbudzamy w trakcie zajęć z języka obcego poprzez zabawy, gry czy piosenki. Dlatego zorganizowanie takiego procesu nauczania, w którym dziecko poznaje inny język przynosi wiele korzyści również poznawczych i rozwojowych. Pamiętajmy jednak, że wprowadzenie języka obcego jako dodatkowy w życiu dziecka nie sprawi, że będzie ono dwujęzyczne (co niestety jest często chwytem marketingowym wielu firm i kursów). Do tego potrzebne jest spełnienie wielu innych warunków, np. wychowanie w rodzinie, w której opiekunowie na co dzień posługują się odmiennymi językami.  

Wiemy też, że długotrwały kontakt z językiem obcym przekłada się na jego lepsza znajomość. Ale oczywiście tylko wtedy, gdy kontakt ten jest częsty. Jeśli na zajęciach dzieci mają za mało okazji do powtórzenia i wszystko zostaje tylko w pamięci krótkotrwałej, to efekty będą żadne. Kluczowym czynnikiem wpływającym na to, czy maluchy rzeczywiście nauczą się języka angielskiego jest dobry nauczyciel, który umie zastosować ciekawą i skuteczną metodę pracy z dziećmi. 


Dziękujemy za uwagę i zapraszamy do dyskusji o nauczaniu dzieci języków obcych na profilu Angielskie Bajanie, oraz w grupie Angielskie Bajanie - metodyka nauczania dzieci języków obcych.

Zajrzyj też do innych materiałów w sieci

Head Full of Ideas: Angielski dla dzieci: Q&A


Z wpisu można się dowiedzieć:

  • Ile powinny trwać zajęcia dla najmłodszych?
  • Jak rozplanować rozkład treści (jak rozłożyć to w czasie)?
  • Jaki kurs (podręcznik) wybrać?
  • Co zaliczyć do absolutnego „must-have” nauczyciela/lektora angielskiego pracującego z dziećmi?
  • Z pomocą jakich programów tworzyć własne pomoce dydaktyczne?

Let's Read in English - polecane książeczki dla dzieci:

LEAF MAN (Lois Ehlert) 

RED LEAF YELLOW LEAF (Lois Ehlert) 

TREE: SEASONS COME, SEASONS GO (Patricia Hegarty, Britta Teckentrup) 

SHARK IN THE PARK ON A WINDY DAY (Nick Sharratt) 


English Freak: In the Park

Zestaw kart obrazkowych, wyrazowych oraz bingo w tematyce “In the Park”.


Blog Akademia Lektora:


Angielskie Bajanie:

Najbliższe szkolenia i warsztaty Angielskiego Bajania: click on the pic!

Bardzo wartościowe materiały! Trzeba podać je dalej 🙂
error
error

Bardzo wartościowe materiały! Chcę być na bieżąco :)